Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraków. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraków. Pokaż wszystkie posty
Żywe Muzeum Obwarzanka

Żywe Muzeum Obwarzanka

Jeśli co rano biegnąc do pracy chwytasz świeżego obwarzanka, musisz iść do tego muzeum. Jeśli jesteś turystą i kiedykolwiek wpadniesz do Krakowa i skosztujesz obwarzanka, musisz iść do tego muzeum. Jeśli nie lubisz jeść obwarzanków idź do tego muzeum. Nie ma to jak spędzić godzinę na ugniataniu ciasta, zgadywaniu historycznych ciekawostek o wypiekach i smakowaniu własnoręcznie wypieczonego obwarzanka. 






Nauczyłam się z czego wyrabia się ten najsłynniejszy w Krakowie smakołyk, jak zawija się sulki. Wiem już od czego wzięła się nazwa obwarzanek - od moczenia go w wodzie przed wsadzeniem na ruszt. Wiem też, że dzięki włączeniu Kleparza do Krakowa jestem czeladnikiem a nie partaczem i na legalu mogę wypiekać sobie regionalny speciał. 




Co prawda średnia wieku na tym niecodziennym szkoleniu sięgała 10 lat, ale nie dałam sobie z koleżąnką w kaszę dmuchać i też od czasu do czasu udało się nam wcisnąć pomiędzy przedszkolaki i zabłysnąć przed nauczycielką. A kto nam, wielkoludom zabroni! 

Tak więc pierwszy w moim życiu obwarzanek zapleciony, upieczony i zjedzony. Czas na produkcję własną. Może jeszcze w tym tygodniu! Kto wie jak potoczy się życie przy piecu!

A każdego kto jest w Krakowie lub tutaj wpadnie chociaż na chwilę, zachęcam do odwiedzenia Muzeum na ulicy Paderewskiego (zaraz obok placu Matejki) i oddaniu się przyjeności jedzenia.


Dziękuję za uwagę!
Inspiracje z podróży: Nowa Huta

Inspiracje z podróży: Nowa Huta

Póki nie ruszyłam w kolejną wyprawę w świat - a nawet nie wiem czy taka się zanosi, postanowiłam przypomieć sobie wędrówkę po jednym ciekawym miejscu:Nowa Huta. I nie zastanawiając się czy jest to część Krakowa, czy jednak Nowa Huta wolne miasto skupiłam się na jej urokach. Jeśli chodzi o doznania kulinarne to jednak było ich mniej niż tych wizualnych i zdecydowanie Huta powinna rozszerzyć się o kilka lokali gastronomicznych. Na szczęscie rekompensata w postaci czołgu, Placu Centralnego, wspaniałego odpoczynku na Alejach Róż, cudnych Łąk Nowochuckich, zalewu, łagodzi pustkę w żołądku. Chociaż nie jest tak źle z kawą czy ciachem, ale o tym niżej. 


Całą Hutę przeszłam pieszo. Wszerz i wzdłuż. Na Kopiec Wandy, pod Kombinat, na Zalew i na Plac centralny. Tak najlepiej zwiedzać miejsca. Bo chociaż nie ma tam kamienic, do których ukradkiem się przemycam by zobaczyć jak wyglądają krakowskie podwórka, to jednak warto jest zaobserwować wszystko z pozycji piechura. 




Historia tego miejsca zawsze mnie fascynowała, jak cała architektura wczesnego komunizmu w Polsce. Monumentalne budynki, betonowe konstrukcje, przestrzeń. Warto przejśc się także w boczne uliczki, do klasztoru w Mogile, zajrzeć do Kościoła św. Bartłomieja, poleżeć na trawie przy nowochuckim zalewie. 








Tak więc co warto zjeść w Hucie? Przede wszystkim nie możecie ominąć kawiarni Stylowej. Na Alejach Róż, kryje się klimat XX wieku. Kiedy byłam tam po raz pierwszy akurat trwała potańcówka 50 plus, starszy pan grał na keybordzie a tapirowana pani śpiewała szlagiery, do któych ochoczo tańczyło kilka par. Szybko okazało się, że razem z koleżanką stanowimy konkurencję wyrywania do parkietu więc postanowiłyśmy po wypiciu piwa wrócić tam w inny dzień.

Po jakimś czasie w niedzielne południe postanowiłam tam zjeść prawdziwy polski obiad: schabowy z ziemniakami i kapustą. I nie ukrywam, że był pyszny. Dobre piwko, świetne jedzenie, niesamowity klimat, eleganccy i uprzejmi kelnerzy, czego chcieć więcej? 




Przy łąkach otworzono Łancafe, gdzie możecie zjeść rewelacyjne ciacho i w upalne dni posiedzieć na trawie i schłodzić się lemoniadą, którą polecam z całego serca. Obok wpaść na wystawę do Nowohuckiego Centrum Kultury, albo na jakiś koncert. Jedno jest pewne, nie będziecie się tam nudzili. 




Nie musisz jechać daleko, żeby zobaczyć coś pięknego. Czasem ciekawe miejsca są na wyciągnięcie ręki. Chyba muszę pomyśleć o przeprowadzce. A na razie się zastanawiam, czy jest coś charakterystycznego co mogłabym przygotować w swojej kuchni, co smakiem pasowałoby do Nowej Huty!
Cytat Cafe

Cytat Cafe

Przy Miodowej na Krakowskim Kazimierzu, znajduje się miejsce w którym mogłabym mieszkać, albo nawet mieć dla siebie.


Jeśli po całym tygodniu w pracy macie ochotę tylko rzucać klawiaturą o stół i poszukać relaksu na mieście, to znalazłam miejsce, w którym ten relaks może się udać. A możę po prostu szukacie gdzie napić się dobrej kawy i zjeść puszysty sernik? Albo poczytać przy gorącej czekoladzie, wybierając z półek ciekawe pozycje. 








Razem z Sajko wybrałyśmy się na piątkowy relaks. Piwko i sernik dla mnie, gorąca czekolada z wiśniami dla koleżanki. Każda z nas dostała swój cytat do przemyślenia - bo nazwa kawiarni zobowiązuje! A obok nas góry książek, stół zrobiony z książke, cytaty na ścianach. Chciałoby się powiedzieć, w końcu otworzono bibliotekę w której można być głośno i w niej jeść bez karcącego wzroku bibliotekarek. 

W menu znajdziecie nie tylko piwa i czekolady. Można skusić się na dobrą kawę, herbatę, lemoniady, które w tak upalne dni ochłodzą nasze zmęczone organizmy. Możecie zjeść śniadanie, kanapkę lub tartę. Tym sposobem wychodzi mi, że mogłabym spędzić w Cytat Cafe cały dzień i niczego by mi nie brakowało. 





Kiedy umknęłam robić zdjęcia Sajko chwyciła za moją książkę i po raz kolejny weszła w historię z Małego Życia, a mnie udało się uchwycić ten moment! Na szczęście zgodziła się na publikację zdjęcia. 







Tłum gęstniał z minuty na minutę i już po paru chwilach od naszego przyjścia i zajęcia dwóch wygodnych foteli, reszta kawiarni zajęta była przez miejscowych i turystów. Zapach książek i popołudniowe rozluźnienie skłonił mnie do powrotu nauki jednego z języków, do czego chętnie przyłączyła się Sajko. Chyba wiem, gdzie będziemy spotykały się z naszym korepetytorem!

A skoro tak cudownie jest tu w gorące lato, to nie mogę sobie wyobrazić jak pięknie będzie zimą. Dlatego koniecznie wrócę to sprawdzić. No dobra, jesienią też wpadnę...i za tydzień, bo warto!






Wpadnijcie tam koniecznie, życie jest zbyt krótkie by odwiedzać złe kawiarnie!

Cytat Cafe
ul. Miodowa 23/1
Absurdalia

Absurdalia

Wiosna nieśmiało przeciera się przez Kraków. Bliżej Wisły jest tak zimno, że zaczęłam na spacerze marzyć o zimowej kurtce. Tymczasem w słoneczku ciepło i przyjemnie. Jest tyle miejsc, w które można śmiało wejść i napić się kawy czy piwa w Krakowie. Niektóre wzdłuż utartych szlaków turystycznych, inne ukryte w małych uliczkach i kamienicach. Uwielbiam wchodzić tam, gdzie jeszcze mnie nie było, ale też wracać w miejsca, które zachwyciły mnie już za pierwszym razem. 










Absurdalia na ulicy Brodzińskiego, bardzo blisko Kładki Bernatka to miejsce, do którego warto wstąpić i wracać. Wspaniałe kawy, przepyszne gorące i słodkie kakao, koktajle, tarty na słono i słodko. Wystrój lekko surowy i skandynawski a jednak z domowym klimatem. Ciepłe. Miła obsługa, Na ścianach grafiki i zdjęcia, które chętni mogą kupić. Mnóstwo kubków, ręcznie robionych maskotek na sprzedaż. 








W starym kredensie ukryte są gry planszowe, miejsce więc idealnie nadaje się na spotkanie z grupą znajomych. Śmiało możecie zabrać tam też dzieci, oddać jedzenie dla piesków w schronisku. Zapaść się w fotelu z książką w ręku. Idealne miejsce na relaks. Na niedzielne popołudnie, poniedziałkowy ranek. Chciałoby się siedzieć tam godzinami. Gorąco polecam!





Absurdalia Cafe - Brodzińskiego 6 Kraków



Copyright © 2014 Jem... Jemy! , Blogger