wtorek, 25 kwietnia 2017

Muffiny jagodowe

Bardziej niż jeść słodkości lubię je przygotowywać. W mojej zamrażarce czaiły się jagody leśne, grzechem więc byłoby ich w końcu nie zjeść. Pierwsza partia muffinek trafiła do koleżanki. Drugą podzielę się z chętnymi łasuchami w pracy. Mam nadzieję, że pomogą mi to zjeść.
 


Składniki:

2 szklanki mąki pszennej
1 szklanka cukru pudru
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody oczyszczonej
2/3 szklanki oleju
1 szklanka mleka
1 jajko
280 g mrożonych jagód leśnych

Mąkę i cukier puder przesiewamy do miski. Dodajemy proszek do pieczenia i sodę. Mieszamy z owocami. W osobnej misce mieszamy jajko z mlekiem i olejem. Dodajemy do miski z suchymi składnikami i dokładnie mieszamy. Niektóre owoce zgniotą się, dając całej masie piękną fioletową barwę. 




Masę przekładamy do kokilek na muffnki i pieczemy przez 15 minut (do suchego patyka) w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.



Smacznego!

niedziela, 23 kwietnia 2017

Kotleciki warzywne

Ugotowaliście za dużo kaszy i nie wiecie co z nią zroibić? A może macie ochotę po protostu skosztować coś innego? Polecam lekki obiad, kotleciki warzywne w towarzystwie sosu z koperkiem. 



Składniki:

0,5 szklanki kaszy pęczak
0,5 małej papryki czerwonej
0,5 małej papryki zielonej
10 pieczarek
garść liści szpinaku
2 jajka
sól
pieprz
kurkuma
3 łyżki śmietany
1 łyżka majonezu
koperek
olej

Składniki na około 10 kotelcików.

Kaszę gotujemy z odrobiną soli i łyżeczką kurkumy według instrukcji na opakowaniu. Po ugotowaniu odcedzamy i wrzucamy do miski. Papryki siekamy na drobne kostki. Pieczarki oczyszczamy i kroimy w kostkę. Na rozgrzanej patelni delikatnie przysmażamy pieczarki ze szczyptą pieprzu i soli. 



Szpinak dzielimy na mniejsze kawałki i wsypujemy do miski z kaszą razem z pieczarkami i paprykami. Wbijamy dwa jajka. Wszystko dokładanie mieszamy, Możemy doprawić solą i pieprzem. 
Pieczemy na rozgrzanej patelni przez około minuty na każdą stronę. 

Śmietanę mieszamy z łyżką majonezu i mieszamy z posiekanym koperkiem. Doprawiamy solą. 



Smacznego!


czwartek, 13 kwietnia 2017

Vive la France!

Od dawna czekałam na wakacje. Udało się wycisnąć w pracy trochę wolnego i rzutem na taśmę kupić bilety na Lazurowe Wybrzeże. A tam to już tylko słońce, dobre jedzenie i szczęście. To był cudowny czas relaksu, smaków i widoków. Dlatego też zebrałam w pięciu punktach dlaczego warto odwiedzić południe Francji. Tak więc zaczynamy:

1. Jedzenie

We Francji spodziewałam się ślimaków, żabich udek i zupy cebulowej. Okazało się szybko, że ta część kraju kulinarnie kłania się Włochom. Tak więc wszędzie można było spotkać lokale w których serwowano wyśmienitą pizzę i przepyszne makarony. Do zestawu należy dorzucić pyszne mule, krewetki i ryby. Nie byłabym sobą, gdybym tego wszystkiego nie kosztowała. Na deser zaserwowałam sobie także pyszne lody o smaku makaroników. Natomiast w walize przywiozłam poza oliwą i ziołami prowansalskimi, sole pachnące lawendą czy cytryną. Nie zabrakło także serów, tych twardych, bardziej włoskich, tych lekko pachnących pleśnią i tych już prawie niebieskich w środku. 

Na wczesny lunch idealnie sprawdziły się crapes - czyli francuskie naleśniki, a na kolację do każdego rodzaju serów dopasowywaliśmy francuskie wina. 























2. Miasta i miasteczka

To co najbardziej zachwyciło mnie w budynkach to wszechobecne okiennice i markizy, które zdobiły każde mieszkanie od kamienicy po wysokie bloki. Urocze domy, zadbane, kolorowe. Piękne karuzele, wyglądające jak relikt XIX wieku umożliwiły mi spełnienie marzeń z dzieciństwa i przejechałam się na wielkim koniu w rytm wesołej melodyjki. Miasta urzekały wąskimi ulicami, wysokimi budynkami, uroczymi sklepikami z lawendą, winami, oliwami, czekoladami, ziołami, herbatami czy mydłami. Aż chciało się kupować wszystko. 

Promenada w Nicei, stare miasto, uliczki Antibes, Monte Carlo, kasyna, sklepy, restauracyjki, to wszystko warte było obejrzenia. Cieszę się, że tam byłam.






















3. Morze

Tu chyba nie ma wiele do napisania. Woda jeszcze nie zachęcała mnie do kąpieli, chociaż wielu śmiałków pluskało się w wodzie. Słońce natomiast dopisało, dlatego też parę godzin na plaży to był idealny relaks. A kiedy nie chciało się chodzić po piasku zawsze można było wstąpić do przybrzeżnej knajpki na kawę lub piwko, albo zejść do portu podziwiać jachty. Ach! taki jacht mieć, to marzenie!








4. Atrakcje

Czasu nie było wiele, na szczęscie udało się nam zobaczyć kilka miejsc. Muzeum oceanograficzne w Monako odsłoniło przed nami morskie życie. Tak więc pierwszy raz na oczy widziałam przepiękne meduzy, groźne piranie czy rekiny. Widok z tarasu na morze zapierał dech w piersiach. 
W Marinelandzie za to mogliśmy podziwiać pingwiny, foki, a także obejrzeć delfiny i orki. I chociaż serce krajało się, że te zwierzęta żyją w zamknięciu (choć uważam, że poza niedzwiedziem polarnym wszystkie zwierzęta miały bardzo dobre warunki) to pokaz który przedstawiono był imponujący.

A może rzucić to wszystko i jechać ratować orki....? 








5. Ziemia z lotu ptaka

Tej atrakcji chyba nikomu, kto kiedykolwiek oderwał się od ziemi nie trzeba reklamować. Piękne widoki, Alpy, które ośnieżonymi szczytami urzekały, wybrzeże łączące lazurowe morze z brzegiem, zakecanie nad wodą, lądowanie z wrażeniem, że nie ma pod nami ziemi tylko morze...chcę przeżyć to jeszcze raz!

I Kraków też śliczny z samolotu!





Teraz do listy zadań dopisać należy obejrzenie paru francuskich filmów, nauka języka i planowanie kolejnego wypadu. Oby był tak samo smaczny jak ten. A po świętach powrót do kuchni!